Wolontariuszka w schronisku: „Bez psów nie byłoby dla mnie życia”
„Nie wyobrażam sobie życia bez psów” – mówi z uśmiechem Jūratė PAPEČKIENĖ, kierownik działu skupu surowców pochodzenia zwierzęcego w Krekenavos Agrofirma. Od czterech lat jest wolontariuszką w schronisku dla bezdomnych zwierząt „Penkta koja” (Piąta noga).
Gdy tylko Jūratė się pojawia, zaczyna się szalony konkurs machania ogonami, któremu towarzyszy szczekanie 50 różnych głosów. Po odstawieniu ciężkich worków z karmą, kobieta wita się z czworonogami: drapie je po brzuchach, pozwala polizać się w policzek i uśmiecha się do wpatrzonych w nią oczu. Jej miłość do zwierząt zdradzonych przez właścicieli jest szczera i głęboka.
– Jak zrodziła się tak silna miłość do psów? – Mój tata zawsze powtarzał, że jestem „chłodnym” dzieckiem. Na szóste urodziny przywiózł mi szczeniaka z Wilna i powiedział: „Jūratėlė, przywiozłem ci pieska, żebyś wiedziała, co oznacza odpowiedzialność i miłość”. Mikis był ze mną przez 16 lat.
– Jak się Pani czuła po stracie pierwszego pupila? – To było straszne uczucie. Jestem bardzo wrażliwa. Wkrótce potem przygarnęłam Duksytė, która ma teraz 15 lat. Oba moje psy były kundelkami. Rasa nie ma dla mnie znaczenia.
– Jak trafiła Pani do wolontariatu? – Studiowałam w Kownie i zaczęłam zawozić karmę do schroniska. Potem dowiedziałam się o „Penkta koja”. Zapytałam, czy potrzebują pomocy. Wolontariuszy potrzeba zawsze. Zaczęłam sprzątać, karmić i wyprowadzać psy w weekendy.
– Pierwsza wizyta jako wolontariuszka? – O Boże… Przez pierwsze dni nie widziałam drogi przez łzy. Płakałam jak dziecko, nakładając karmę do misek. Nie mogłam pojąć, dlaczego ludzie porzucają psy, zwłaszcza staruszki. Pies służy człowiekowi całe życie, a na starość zostaje oddany do schroniska. To strasznie boli. Często ludzie pozbywają się psów, gdy rodzi się dziecko lub gdy szczeniak dorośnie. To skrajna nieodpowiedzialność.
– Historia, która Panią najbardziej wstrząsnęła? – Trudno patrzeć na ranną zwierzynę. Sama woziłam psy z Kiejdan do schroniska, np. suczkę ze złamaną nogą po wypadku. Mamy też psy po walkach. Mój ulubieniec, Indigo, trafił do nas w opłakanym stanie, cały w bliznach. Sama opatrywałam jego rany. W zeszły piątek znalazł nowy dom.
– Na czym polega praca wolontariusza? – Sprzątamy kojce, zimą wyścielamy budy słomą. Karmimy, poimy i wyprowadzamy psy na spacery. Największa radość to ich powitanie – skaczą z lauby, „całują”, merdają ogonami. Najtrudniejsze są choroby i odejścia zwierząt.
– Co na to mąż? – Pogodził się z tym, że bez psów jest mi źle (uśmiech) i sam czasem pomaga. Nie zostawiłabym psów za nic na świecie.
– Podobno 90% wolontariuszy znika po pierwszym dniu? – Tak. Wielu młodych myśli, że przyjdzie tylko pogłaskać pieska. Kiedy dostają szczotkę, wiadro i mają wyszorować miski lub posprzątać teren – znikają. Ja nigdy nie opuszczę tych psów.
Przeczytaj także
Konkurs ofert: Elektrownia słoneczna
KREKENAVOS AGROFIRMA, UAB, realizująca projekt pt. „Projekt elektrowni słonecznej o mocy 1000 kWp w UAB ...
„Krekenavos Agrofirma” rusza z pomocą litewskim rolnikom i rozszerza nową linię produktów z litewskiego mięsa
Do czasu ogłoszenia kwarantanny na Litwie hodowla bydła mięsnego była stabilną gałęzią rolnictwa, a wysokiej ...
Wolontariuszka w schronisku: „Bez psów nie byłoby dla mnie życia”
„Nie wyobrażam sobie życia bez psów” – mówi z uśmiechem Jūratė PAPEČKIENĖ, kierownik działu ...